BP Advertisement
17.11.2023

Zrobić dobrze kierowcom, a oni i tak narzekają...

Nie zajmuję się polityką bo, jak mawia mój mistrz Jerzy Iwaszkiewicz, od tego zaczynają boleć zęby i wątroba. Trudno jednak dziś być obojętnym na to, co się wokół dzieje. Weźmy chociażby niedawną wypowiedź Mateusza Morawieckiego, którego zapytano o to, dlaczego jeszcze tak niedawno paliwa w Polsce kosztowały poniżej 6 zł za litr, a tuż po wyborach za benzynę i olej napędowy musimy płacić prawie o złotówkę więcej. Otóż premier uważa, że rząd, a konkretnie Orlen, zarobił kierowcom dobrze, a tymczasem oni narzekają, że paliwo było takie tanie, choć nikt nie mówił, że tak będzie wiecznie.

 

Nie będę się wdawał w polemikę z cynizmem szefa rządu, ale jak w takim razie wytłumaczyć lawinę awarii dystrybutorów w stacjach należących tylko do rządowego Orlenu? Szkoda, że nikt nie pofatygował się wtedy żeby zapytać o ocenę tej idiotycznej akcji pompiarzy na orlenowskich stacjach. Oj, mieli by się z pyszna premier i prezes, gdyby usłyszeli te komentarze, bo mówiąc delikatnie, nie były one przychylne naszym decydentom.

Po 15 października, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nagle wszystkie dystrybutory odzyskały formę i na Orlenie znów benzyna i olej napędowy popłynęły strumieniami. Niektórzy to cudowne samonaprawienie się tłumaczą faktem, że po prostu dystrybutor paliwa w Orlenie nie zadziała jeśli litr podawanego do zbiornika auta paliwa nie kosztuje przynajmniej 6,30 zł. Nie wiem czy wyjaśnienia prezesa Obajtka i premiera Morawieckiego przekonają także zwolenników partii prawicy, ale myślę, że także im jest teraz głupio, iż są tak kiwani.

Dajmy jednak spokój tym gierkom, bo o to zima za pasem a ta zapowiada się dla zmotoryzowanych wyjątkowo ciężko. Znalazłem gdzieś raport, w którym napisano, że samochody w Polsce jeżdżą na starych oraz mocno zużytych oponach. Okazuje się, że bardzo dużym powodzeniem cieszą się wśród polskich kierowców opony regenerowane, choć i na takie wielu kierowców po prostu nie stać. „Będę jeździł wolniej” - wyjaśnił mi kierowca 19-letniej Toyoty, który dobierał sobie oponę ze szrotu. Auto jest mu niezbędne, bo dojeżdża do pracy 11 km, a z jego wioski z kilkunastu niegdyś kursów autobusów PKS został tylko trzy. Pan ten mi też powiedział, że nawet gdyby go było stać na komplet nowych gum to i tak by ich nie kupił, bo jego samochód wówczas zyskałby połowę na wartości, a to mu nijak na rękę.

Przy okazji dowiedziałem się też, że jego pełnoletnia już Toyota, mimo iż latka jej lecą, to jednak nominalnie nie traci na wartości, bo używki znów u nas drożeją. A drożeją gdyż na nowe auta stać już tylko nielicznych i jak Samar podaje, takowe kupuje zaledwie co czwarty klient indywidualny. Mało tego, lada miesiąc może się okazać, że już nawet co piąty...