Smród na życzenie
Ryszard Marek Perczak
17.05.2021

Smród na życzenie

Gdybym za każde przekleństwo, które wypowiedzieli w zeszłym tygodniu łódzccy kierowcy dostał choćby grosik byłbym milionerem. O co chodzi? O to, że w piątkowe popołudnie ruch w centrum miasta na 45 minut zamarł. Kolejne dwie godziny rozładowywały się powstałe zatory. Miasto zostało zablokowane ponieważ przez centrum przemieszczały się samochody uczestników spotkania ministrów Grupy Wyszehradzkiej. To, że traciliśmy wracając z pracy czas tkwiąc w bezruchu to jedno, ale istotniejsze jest to, że przez prawie godzinę kilkanaście tysięcy rur wydechowych produkowało tony spalin. Nikt bowiem nie wiedział o co chodzi. Nie wyłączano silników, bo nie wiadomo było kiedy będzie można ruszyć. Blokujący ruch policjanci nie zamierzali nikogo informować skąd całe zamieszanie i ów uliczny armagedon.


Zastanawiam się po co urządzono całą tę hucpę z zablokowaniem centralnej ulicy miasta dla kolumn uprzywilejowanych samochodów, które nią przejeżdżały w dziesięciominutowych odstępach. Spektakl trwał, silniki unieruchomionych aut produkowały chmury dwutlenku węgla, tlenków azotu i bóg wie jeszcze czego, a przecież mogło tego nie być. Przecież wystarczyło wziąć śmigłowiec i przetransportować szybko i bezpiecznie z lotniska na miejsce spotkania wszystkich VIP-ów, potem ich odwieźć w ten sam sposób z powrotem bez całego cyrku i przede wszystkim kosztem czasu i zdrowia tysięcy ludzi. Oczywiście, nie byłoby wtedy przedstawienia dla paru ministrów, ale byłoby taniej a przede wszystkim ekologiczniej. Poza tym nie trzeba by było zatrudniać kilkuset policjantów, albo jeśli już to przynajmniej powiedzieć im dlaczego wstrzymują ruch o tej porze dnia i właśnie w tym miejscu.

Z tej ponurej historii wiem jedno, że wszystkie opowieści na temat konieczności ochrony powietrza zatruwanego przez motoryzację to jednak puste frazesy wypowiadane na użytek tłuszczy, która ma oszczędzać wodę i segregować śmieci. Cała ta propaganda o nieekologicznej motoryzacji i konieczności wprowadzania aut na prąd są jedną wielką bzdurą skoro funduje się kilkudziesięciominutowy pobyt w komorze gazowej zwykłym zjadaczom chleba, bo paru facetów musi podreperowywać swoje ego i bezsensownymi, a wręcz karygodnymi działaniami leczyć swoje kompleksy.

Bardzo chętnie wysłucham argumentów tego kto to wszystko w takiej formie wymyślił. Jeśli mnie przekona do swoich racji wydrukuję ten tekst na papierze i go publicznie zjem. Choć jak pokazują ostatnie doświadczenia chociażby z tzw. wyborami kopertowymi głównych „bohaterów” trzeba byłoby wskazywać poprzez prokuratora.

P.S. Zupełnie przypadkowo przeczytałem, że w jakimś raporcie nt. czystości powietrza Łódź znalazła się w czołówce najbardziej zasmrodzonych miast i to nie tylko w Polsce, ale w Europie.