Ratowniku, ty szmato!
Ryszard Marek Perczak
09.03.2021

Ratowniku, ty szmato!

„Naucz się … (tu niecenzuralne słowo) parkować. Bo to, że masz koguty włączone to nie znaczy że możesz parkować gdzie popadnie. Szmato! Nie utrudniaj innym wjazdu i wyjazdu”. Taką treść znalazła na wsadzonej za wycieraczkę kartce załoga jednej z łódzkich karetek pogotowia. Zostawił ją któryś z mieszkańców kamienicy, w której ratownicy medyczni prowadzili akcję przywrócenia pracy serca starszemu mężczyźnie.

Wezwani do umierającego człowieka rzeczywiście zostawili ambulans na wjeździe do posesji, ale było to jedyne wolne miejsce do postoju przy ciasnej śródmiejskiej ulicy. Nikogo normalnego nie mogło dziwić takie zachowanie ekipy medyków, gdy o życiu dotkniętego zawałem decydowały dosłownie sekundy. Kretyn, jak widać jednak miał inne zdanie. Dla niego liczyło się to, że nie mógł przez kilkanaście minut wjechać na swoje podwórko, choć w tym czasie o życie jego sąsiada walczyły, na szczęście skutecznie, trzy osoby.

Przy okazji tego wypadku przypomniałem sobie, jak przed laty odwiedzałem znajomych na dużym osiedlu mieszkaniowym. Na sporym parkingu (co istotne, choć rzadko spotykane) z wieloma wolnymi miejscami, zostawiłem przed blokiem samochód. Aby nie prowokować nikogo ze stałych na nim parkujących ustawiłem swój wóz na skraju placu. Kiedy dwie godziny później powróciłem do auta zobaczyłem porysowane gwoździem jego boki oraz list, w którym sprawca wspaniałomyślnie wyjaśniał mi, dlaczego to zrobił. Okazało się, że zająłem jego miejsce, na którym od kilkunastu już lat stawiał swoją skodę favorit.

Ponieważ moje auto było służbowe, zniszczenia duże, a naprawa ich kosztowała ubezpieczyciela kilkanaście tysięcy złotych nie obyło się bez interwencji policji i ostatecznie sprawa trafiła do sądu. Na szczęście bowiem przyblokowy monitoring pozwolił jednoznacznie wskazać sprawcę. Na rozprawie wandal w wieku emerytalnym zalewał się rzewnymi łzami, tłumacząc, że jest biedny i nie ma z czego zapłacić kary, a do zdewastowania cudzej własności popchnęła go zazdrość, że… było to Audi A4, na które jego nigdy nie było i nie będzie stać.

Po tamtej „przygodzie” wydawało mi się, że jeśli chodzi o ludzką głupotę i bezinteresowne barbarzyństwo nic nie będzie mnie już w stanie zdziwić aż do momentu tego zdarzenia, które opisałem na początku. O ile kretyński akt wandalizmu wobec mojego auta jestem jeszcze sobie w stanie, choć nie bez trudu, wytłumaczyć o tyle tego co zrobił debil, chociaż umiejący pisać, mający pretensje do ratowników już nie. Na szczęście w tym przypadku obyło się bez aktu zniszczenia, choć przecież mógł np. spuścić powietrze chociażby z jednego koła w karetce pogotowia i w ten sposób „ukarać” niesubordynowanych ratowników. W tej sytuacji nie wiem także, które z zachowań „bohaterów” ocenić jako gorsze czy bardziej haniebne.

Jest jeszcze jedno co łączy te dwa zdarzenia, otóż fakt, że obaj potrafili pisać a nawet zechcieli zrobić z tej sztuki użytek.