29.03.2024

PHEV forpocztą BEV

Mimo, iż z pozoru światem motoryzacji zawładnęła powszechna elektromobilność są marki, które potrafią postawić na swoim i napędy elektryczne trzymają na dystans. Żeby daleko nie szukać wystarczy spojrzeć na to, co proponuje Mazda, która nie dość, że odkurzyła projekty silnika Wankla - skądinąd jednostki spalinowej - to jeszcze stosuje go w swoim współczesnym modelu. Podobnie jak Toyota, która nie dość, że nie pędzi w owczym amoku za napędami wyłącznie elektrycznymi tylko spokojnie robi swoje z… hybrydami.

 

Co ciekawe, w Toyocie nie tylko nie kwestionują napędów mieszanych, ale mają swoją, moim zdaniem dość przekonywującą teorię, że na współczesne czasy niepewności najlepiej napędzać auta hybrydami plug-in czyli takimi co to i na samym prądzie i na benzynie pojedzie, a jak potrzeba to i napęd mieszany wykorzysta. Rynek wszak jeszcze tego nie podchwycił i być może głos Toyoty w tej sprawie nie jest jeszcze wszędzie dostatecznie dobrze słyszany.

O co chodzi? O to, że napęd spalinowo-elektryczny typu PHEV czyli taki z możliwością ładowania baterii trakcyjnej z zewnątrz to aktualnie najlepsze rozwiązanie dla producentów samochodów chcących być w zgodzie z restrykcyjnymi przepisami dotyczącymi emisji gazów, a głównie CO2. Nie jest to także złe rozwiązanie dla tych co chcą takimi autami jeździć. Trzeba to jednak robić w sposób przemyślany.

W myśl obecnie obowiązujących przepisów każda marka ma ustaloną wielkość emisji CO2. Każde przekroczenie poziomu swojej puli skutkuje karami pieniężnymi. Jeśli firma X produkuje rocznie milion aut tylko na prąd, to jej przydział CO2 teoretycznie nie jest wykorzystywany, więc może go odstąpić innej firmie, która ma w ofercie modele produkujące dwutlenek węgla. Handel emisjami jest bardzo dobrym biznesem dla „czystych” marek jak Tesla, ale nie oznacza, że np. Toyota, która produkuje wciąż samochody z silnikami benzynowymi sporo robi aby sobie lepiej wykorzystywać swój emisyjny budżet. Produkując hybrydy, w tym te typu plug-in.

Dlaczego zatem hybrydy PHEV są takie fajne? Otóż dlatego, że jeśli dużo jeździmy w mieście, to możemy to właściwie robić tylko „na prądzie”. Jeśli chcemy jechać dalej np. 600 – 1000 km to korzystamy głównie z napędu spalinowego. Zasada musi być jednak taka, że powiedzmy 80 proc. przebiegu odbywa się w mieście, a 20 na dłuższych dystansach. Wtedy to ma sens. Trzeba jednak wiedzieć, że gros posiadaczy samochodów właśnie tak z nich korzysta. Może zatem przy najbliższym wyborze nowego auta nie wybrać właśnie takiej hybrydy?

Za parę lat, gdy będą już tylko auta na prąd, a ładowarki z energią za grosze na każdym rogu ulicy, PHEV stracą sens, ale to dopiero za jakiś czas...