Leasing fabryczny Wielton
23.02.2023

Parkowanie wygodne

Niedaleko mojego domu jest budynek pewnego urzędu, który każdego dnia odwiedza wiele osób. Większość z nich, o ile nie wszystkie, przyjeżdża tam samochodami. Parking przed budynkiem jest niewielki, więc załatwiający swoje sprawy ustawiają auta gdzie tylko się da. Oczywiście nie ma żadnej świętości w postaci chodnika czy skwerku. Byłbym w stanie nawet to zrozumieć, choć nie cierpię bezmyślnego tratowania zieleni kołami samochodu, ale dosłownie 50 m dalej jest duży, pusty plac, na którym może jednocześnie parkować przynajmniej pół setki aut. Niestety, zostawiając tam samochód do budynku urzędu trzeba te 50 metrów pokonać pieszo, a to zdaje się odwiedzającym urząd nie pasuje.


Klub sportowy, który często odwiedzam, ma swoją siedzibę w zadbanym parku. Wokół hal jest przygotowanych przynajmniej 500 miejsc na ustawienie samochodów. Tymczasem ilekroć tam jestem widzę, jak objuczeni torbami ze sprzętem i strojami treningowymi miłośnicy aktywnego trybu życia skracają sobie drogę wydeptując ścieżki przez utrzymywane z wielkim trudem rabaty z kwiatami i trawą. Chwilę po tym jak pan lub pani wybierający drogę na skróty niszcząc zieleń wsiada na rowerek treningowy bądź staje na taśmie bieżni i w pocie czoła traci kalorie, bo przecież jest fit a ruch to jego filozofia życia. Kiedyś ktoś nawet jednego z takich zapytał ,co zrobił z zaoszczędzonym czasem idąc na skróty po „dzikiej” ścieżce. W odpowiedzi zobaczył zdziwioną minę: jak to, przecież omijanie trawnika to… niepotrzebny wysiłek.

Niedawno byłem świadkiem sąsiedzkiej awantury w jednym z podwarszawskich miasteczek, gdy jeden z mieszkańców zaparkował swojego Mercedesa tuż przy wejściu do klatki schodowej. Na argument zwracającego mu uwagę odpowiedział, że nie po to kupował sobie akurat takie auto żeby do domu musiał chodzić na piechotę.

My, kierowcy, jesteśmy trochę dziwni. Niby dbamy o przyrodę, wspólną własność, uprawiamy sporty i w ogóle chcemy prowadzić aktywny tryb życia, ale jeśli chodzi o własne samochody to najchętniej trzymalibyśmy je w salonie obok pilota od telewizora i to oczywiście nie tylko dlatego, żeby nam ich nikt nie ukradł, ale z racji tego, że zwykle przeraża nas długość drogi jaką musimy przebyć aby zająć miejsce za kierownicą ukochanej maszyny.

Ilekroć czytam o podniesieniu opłat za parkowanie w centrum miast od razu słyszę głosy zawodu tych, którzy nie chcąc płacić za postój auta muszą je zostawić w miejscu, gdzie parkowanie jest bezpłatne. Mam wrażenie, że chodzi nie tylko o chytrość, ale o wygodę.

Podobnych przykładów, gdy kierowca wykorzystuje każdy metr byle tylko się nie zmęczyć i nie być zmuszonym skorzystać z własnych nóg, można by mnożyć.

P.S. W poprzednim felietonie pisałem o zbieraniu podpisów pod petycją przeciw likwidacji aut z silnikami spalinowymi po 2035 roku. W tym tygodniu znalazłem kolejna grupę zachęcającą do podpisania podobnego protestu: „Nie oddamy naszych aut”.