Niech żyje „pan Janek”!
Ryszard M. Perczak
21.08.2021

Niech żyje „pan Janek”!

Mój dobry znajomy kupił 3-letni samochód. Z pewnych rąk, bez wypadkowej przeszłości i do tego za rozsądną cenę. Po pewnym czasie okazało się jednak, że podczas przekraczania prędkości 100 km/h zaczyna w nim niebezpiecznie drżeć kierownica. Poprosił mnie o poradzenie, gdzie powinien pojechać aby fachowcy bezbłędnie zdiagnozowali przyczynę i auto naprawili. Ponieważ samochód kolegi miał dopiero trzy lata więc doradziłem mu wizytę w autoryzowanym serwisie. Warsztaty tej marki mają u nas dobrą opinię i spodziewałem się, że sprawa szybko zostanie załatwiona.

Kiedy w ASO znajomy przedstawił doradcy serwisowemu swój problem ten uśmiechnął się szeroko, bo podobnych przypadków miał już podobno sporo i ten nie był wcale dla niego niczym nowym. Od razu uznał, że to złe wyważenie kół. Kiedy kolega zwrócił mu uwagę, że na pewno to nie jest ta przyczyna, bo już je wyważył i to nic nie dało pan przyjmujący auto pod swoje skrzydła grzecznie pouczył go, że to on tu naprawia i klienta nie powinna boleć głowa o to co autu dolega. Ma być naprawione i on wie jak to zrobić. Wtedy znajomy zaproponował nawet, że się założy iż wyważenie kół w tym przypadku nic nie da. Pan doradca wyraźnie rozbawiony wprawdzie nie przyjął zakładu, ale na zleceniu polecić mechanikowi wyważać! Po godzinie auto było gotowe do jazdy. Koszt – 90 zł. Nie tak dużo, jak za upierdliwą usterkę. Jak na skrzydłach właściciel wsiadł za kierownicę i… po przejechaniu kilometra, gdy się rozpędził do 100 km/h drżenie wróciło.

Oczywiście po zgłoszeniu usterki ani po jej domniemanym usunięciu nikt w serwisie (autoryzowanym!) nie zadał sobie trudu aby sprawdzić praktycznie najpierw jak wyglądają objawy ani potem czy rzeczywiście wyważenie kół je wyeliminowało. Nikt bowiem nie odbył felernym autem nawet kilkusetmetrowej przejażdżki.

Z kolejną próbą naprawy samochód nie trafił już do autoryzowanego serwisu tylko do niewielkiego warsztatu, w którym jeden z dwóch pracowników najpierw wsiadł za kierownicę aby się przekonać w czym problem. Potem wziął auto na podnośnik i coś tam przez kilka minut przy nim robił. Powtarzał to jeszcze kilkakrotnie co rusz opuszczając samochód i kręcąc kierownicą. Wreszcie po dwóch godzinach oddał kluczyki właścicielowi i zachęcił go do przejażdżki w swoim towarzystwie aby ten mógł się sam przekonać czy samochód rzeczywiście jest sprawny. Był! Tym razem naprawa też kosztowała 90 zł, ale przynajmniej była skuteczna.

Podobny przypadek miałem kiedyś z autoryzowanym serwisem jednej z marek premium. Chodziło o zanikanie wspomagania kierownicy. Serwis wziął za samą diagnozę 350 zł by stwierdzić, że konieczna jest wymiana jakiejś części za 3,5 tys. zł. Zabrałem auto a naprawa w przydomowym garażu „pana Janka” kosztowała mnie niespełna 30 zł i choć to było 5 lat temu ani razu usterka się nie pojawiła. Chodziło o wymianę jakiegoś styku. Innym razem przez rok barowałem się z autoryzowanym serwisem jeszcze innej marki, nawet w kilku ASO w różnych miastach aby wyeliminować usterkę także w układzie kierowniczym i dopiero spotkanie ze „złotą rączką” przyniosło oczekiwany efekt.

Nie twierdzę, że tak jest zawsze w ASO każdej marki, ale niekiedy odnoszę wrażenie, że najbezpieczniej zlecać tam co najwyżej wymianę oleju i dopompowanie opon, bo to nie wymaga pomyślunku. Oczywiście w nowych egzemplarzach na gwarancji nie polecam unikania ASO. Jednak jeśli nie mamy dobrych doświadczeń z konkretnym serwisem, popartych chociażby wpisami na forum użytkowników wybranego modelu, to najpierw szukajmy „pana Janka” szczególnie w takich sytuacjach, gdy nie chodzi o wymianę jednego zużytego, bądź uszkodzonego podzespołu na nowy. Akurat to ASO potrafi. Kiedy jednak trzeba poruszyć głową i coś wykombinować to warsztaty niezależne póki co są niezastąpione. I zdecydowanie tańsze…