05.02.2022

Nie masz parkingu – nie kupuj auta

Kiedy Lech Wałęsa obiecywał Polakom „drugą Japonię” miał na myśli zamożnych obywateli żyjących w nowoczesnym państwie. Dziś wiemy, że legendarny przywódca Solidarności trochę się mylił. Owszem będziemy, a nawet już mamy „drugą Japonię”, ale nie tyle ze względu na naszą grubość portfeli ale... kłopoty z parkowaniem.



Zanim Japończycy pojawili się ze swoimi samochodami poza ojczyzną produkowali dla siebie głównie małe, żeby nie powiedzieć maleńkie samochody. Powód był oczywisty: szczególnie w dużych miastach brakowało miejsca na poruszanie się nimi i tym bardziej postój. W Tokio do dziś obowiązuje przepis, że nie mając miejsca na zaparkowanie prywatnego auta nie dostaniemy pozwolenia na jego zarejestrowanie. Chyba, że zarabiamy tyle pieniędzy, że będzie nas stać na codzienne uiszczanie wysokich opłat za postój.

Kiedy zaglądam do warszawskiego Mordoru, jak nazywana jest popularnie biurowa dzielnica Mokotowa, zastanawiam się czy oby pomysł Japończyków dotyczący parkowania samochodów nie jest godny powielenia? Między kilkudziesięcioma budynkami z biurami nie ma ani jednego wielopoziomowego parkingu, za to nawet najmniejsze skrawki na uliczkach są wykorzystywane do postoju setek aut.

Brak parkingu jest dziś warunkiem także do sprawnej działalności fryzjera czy budki z kebabem, o sklepach nie mówiąc. Mając przecież do wybory kosmetyczkę, której zakład ma warunki do parkowania i taką gdzie ich brakuje wybierzemy tę pierwszą. Po prostu z wygody.

Oczywiście problem z parkowaniem ma się nijak do sytuacji w relatywnie małych Suwałkach, ale niedawno we Włocławku także straciłem sporo czas na to, aby znaleźć jakieś wolne miejsce za postawienie samochodu. Myślę, że to kwestia czasu, gdy także w Koluszkach, Gołdapi a nawet Pcimiu trudno będzie znaleźć bezpieczne i wygodne miejsce na postój.

Czy jest z tego jakieś wyjście? Chyba jedynie takie, że zaczniemy, przynajmniej w dużych miastach, korzystać z małych aut. Temat ten przerobili już np. mieszkańcy Rzymu czy paryżanie, którzy nawet mając pieniądze nie decydują się na auta zajmujące dużo miejsca. Tak dzieje się również na prowincji w krajach zachodniej Europy. O ile bowiem u nas spada liczba kupowanych nowych, niedużych modeli z segmentu B to np. Włosi akurat przodują w ich kupowaniu.

Na razie Polak kupując nowe auto (także nowe używane) kupuje je przede wszystkim dla sąsiada aby tamten mu zazdrościł. Czas jednak robi swoje i kiedy ostatnio spotkałem znajomego właściciela firmy informatycznej w Smarcie jakoś się nie zdziwiłem. W biurowcu, gdzie pracuje garaż kosztuje 30 tys. złotych, a czym przyjeżdża mało kto go widzi. Smart stanie byle gdzie a do „reprezentacji" ma w garażu pod Warszawą Volvo XC90.