Spokojnego nowego Iveco
09.02.2024

Motoryzacyjna pasja skromnego ogrodnika ze Skierniewic

Najpierw, zapowiadając wydarzenie, zadzwonił do mnie Krzysiek Czapnik, zaprzyjaźniony dziennikarz ze Skierniewic. Parę dni później otrzymałem oficjalne zaproszenie na benefis Macieja Wisławskiego, legendarnego pilota rajdowego. Maciek (czy wypada tak pisać o gościu, który właśnie skończył 80 lat ?) w tym roku obchodzi także jubileusz 50-lecia obecności w motosporcie. Nie znoszę akademii „ku czci”, ale nie być w takim dniu przy słynnym Wiślaku, którego bardzo lubię, po prostu nie wypadało. Podobnie pomyślało jeszcze pewnie ze dwie setki ludzi, którzy zjechali do Skierniewic aby podziękować mu za to, że po prosty jest.

 


Znają go chyba wszyscy w Polsce, a już na pewno ci, których interesują rajdy samochodowe. Kiedyś recepcjonista w hotelu gdzieś na Kaszubach wręczając mi klucz do pokoju powiedział konfidencjonalnie: dostaje pan numer, w którym nocował u nas kiedyś pan Maciej Wisławski ! Nie omieszkał mi to powtórzyć następnego dnia przy wymeldowaniu dając tym samym do zrozumienia, jaki ze mnie farciarz.

Podczas benefisu Maciek siedział na wielkiej czerwonej kanapie na scenie, a współpracę z nim wspominali kolejno kierowcy, którzy z nim jeździli: Andrzej Lubiak, Krzysztof Hołowczyc i Łukasz Byśkiniewicz. Spokój, solidność i kontrolowany luz – to najczęściej wymieniane przez nich cechy Wiślaka jako pilota. Mówiono także o wyjątkowym poczuciu humoru, czego zresztą dowiódł kilkakrotnie podczas skierniewickiego spotkania. Ja bym do tego dodał jeszcze skromność, która tak samo jak 30 lat temu, tak i dzisiaj zawsze mi u Maćka imponuje.

Ten fantastycznie trzymający się fizycznie i intelektualnie facet tak samo poważnie traktuje prezydenta miasta jak i chłopca proszącego go o autograf pod hipermarketem. Na każdą okazję znajduje trafny opis sytuacji, ma do siebie dystans i zawsze pod ręką zabawną puentę. W rajdowym światku krążą takie Maćka złote myśli jak ta, że on się z nikim na rajdzie nie ściga, on tylko chce być na mecie pierwszy. Albo taka rada, którą podrzucał partnerom z lewego fotela: nigdy nie jedź szybciej niż potrafisz. Jego słynne kawka i kolażka (coca cola) również oddaje filozofię życia, w tym również w sporcie. Kiedy do kogoś telefonuje na powitanie mówi: halo, halo, tu Maciek Wisławski ze Skierniewic.

Zapytałem go kiedyś, jak on to robi, że tak dobrze wygląda i wciąż ma apetyt na życie. Odpowiedział dowcipem o tym, jak to jakiś bogacz wystawił buldoga do wyścigu z hartami, w którym oczywiście liczył na wygraną swojego pupila. Kiedy pies jako ostatni minął ledwo żywy metę, na pytanie swojego pana dlaczego tak słabo wypadł odpowiedział - nie wiem. Tak też skomentował swoją znakomitą fizyczną i umysłową kondycję bohater opisywanego benefisu.

Wisławski, a dla bardziej z nim zaprzyjaźnionych po prostu Wiślak, to dowód na to, że w tym współczesnym, goniącym za pieniądzem świecie, także w sporcie można mieć przyjemność z tego co się robi, a rankiem bez odrazy przy goleniu spoglądać w lustro. Nie jest tajemnicą, że klasa i skromność cechują tylko największych i dotyczy to zarówno polityków, artystów i sportowców. „Skromny ogrodnik ze Skierniewic”, jak lubi o sobie mówić, jest tej powyższej prawdy najlepszym przykładem.