14.09.2022

Moda na nowe logo

W latach, gdy na rajdowych trasach triumfy święciły Subaru Impreza żartowano, że ich silniki kilka dodatkowych koni mechanicznych zyskują dzięki malowanym na złoto felgom. Była to oczywiście drwina z tych, którzy wzorem rajdówek także w swoich cywilnych Imprezach malowali obręcze kół na żółto.


Przy okazji pokazu nowej Skody zapowiedziano, że czeska marka w najbliższym czasie zmieni swoje logo. Czesi nie są pierwsi ani niestety ostatni, którzy coś takiego wymyślili. Nie wiem wszak, co opętało producentów samochodów, bo wszyscy od kilkunastu miesięcy na potęgę zmieniają swoje znaczki firmowe, jakby od tego cokolwiek zależało. Podobnie jak z felgami w Subaru ani nie doda to więcej mocy, ani nie poprawi jakości, ani nie uczyni tych aut bardziej pożądanymi.
Interesujące jest tłumaczenie, dlaczego kolejne marki zmieniają swoje herby. Wszyscy, którzy do tej pory zmienili swoje znaczki tłumaczą, że postąpili tak, bo tego wymagają obecne czasy. Ale jakie czasy? Pandemia? Wojna w Ukrainie?

Życie się zmienia, to fakt, branża motoryzacyjna także, więc zdaniem tych, którzy kombinują ze swoimi herbami nie może on ani chwili dłużej pozostać takim, jaki był do tej pory. W najnowszym komunikacie jednej z marek, która też uległa modzie (bo jak inaczej to nazwać?) na zmiany swoich szyldów czytam: „Według projektantów taka zredukowana interpretacja znaków graficznych stanowi odpowiedź na czasy elektromobilności i cyfryzacji, podkreślając prostotę i wartość nowych modeli marki. Równocześnie wprowadzona zostanie nowa kolorystyka komunikacji, oparta na dwóch odcieniach zieleni „szmaragdowej” i „elektrycznej”, koloru powszechnie kojarzonego z ekologią i ze zrównoważonym rozwojem”.

Na tym nie koniec. Oto przedstawiciel stylistów pracujących dla jednej z popularnych marek mówi: „W ostatnich miesiącach wspólnie opracowaliśmy zupełnie nowy język projektowania. Chciałbym podziękować mojemu zespołowi za wielkie zaangażowanie i znakomitą pracę przy tym intensywnym i ekscytującym projekcie. Dopracowaliśmy sprawdzone w czasie rozwiązania i odważnie wkroczyliśmy na nowe drogi. Minimalistyczny, funkcjonalny design daje poczucie bezpieczeństwa i emanuje siłą, jednocześnie poprawiając aerodynamikę pojazdów, które dodamy do naszego portfolio w przyszłości”. Odpadłem...

Wiecie, co po każdej operacji zmiany logo się dzieje? Najpierw na budynku centrali firmy pojawia się nowy neon. Potem zaczynają inaczej być przyozdabiane salony sprzedaży. Do tego trzeba będzie na nowo zamówić materiały reklamowe, gadżety, papiery firmowe etc. Nic za darmo. Gdyby tak jeszcze po zmianie firmowego znaczka przybywało mocy w silnikach tych aut albo ubywało w produkowanych przez nie spalinach dwutlenku węgla… Nic z tego. Nawet jeśli chodzi o elektryczne modele zmiana logo ani na jotę nie wpłynie na zwiększenie zasięgu ani zmianę wagi baterii.

Najciekawsze jest to, że operacja wymiany symboli marki robiona jest wyłącznie dla samej zmiany. Klientowi, mówiąc kolokwialnie, lata jak wygląda znaczek na masce kupowanego samochodu.
Z niepokojem czekam na ruch Forda, który jak do tej pory nic ze swoim logo nie kombinuje. Jak marka istnieje ponad 100 lat, tak prawie od początku owal Forda z charakterystycznym krojem liter pozostaje bez zmian, choć w tym czasie same Fordy bardzo się zmieniły na korzyść.