Każdy chce jeździć jak warszawiak
Ryszard M. Perczak
22.09.2021

Każdy chce jeździć jak warszawiak

Pewnie się na mnie niektórzy kierowcy z mniejszych miast i wsi obrażą, ale trudno. Muszę to napisać. Mam bowiem wrażenie, że niektórym z tzw. prowincji wydaje się, że dobrze jeździć to znaczy szybko jeździć. Miałem ostatnio kilka takich sytuacji na autostradzie, gdy wyprzedzając przy prędkości 130 – 140 km/h sznur ciężarówek byłem z tyłu poganiany światłami przez auto próbujące jechać jeszcze szybciej. Kiedy udało mi się wskoczyć w dziurkę między dwa tiry zdążyłem tylko kątem oka dostrzec, że dyscyplinował mnie kierowca autem z rejestracją z lubelskiego.

Podobne zdarzenia przeżyłem czując na plecach oddech popędzającego mnie błyskami świateł wozu z Podlasia i Kielecczyzny. Pomyślałem sobie, że chyba w ten sposób leczone są kompleksy tych co rzadko mają okazję pojechać prawdziwą autostradą, gdzie powinno się jechać ile fabryka dała i w ten sposób pokazać, że się umie jeździć.

To samo dotyczy ruchu w dużych miastach. Cokolwiek by nie mówić przeciętny kierowca z Warszawy, Wrocławia czy Poznania ma więcej okazji do wykazania się umiejętnym manewrowaniem w ciasnym ruchu ulicznym niż szoferzy z Kraśnika czy Ełku. Dlatego jeśli już ktoś z podkarpackiego miasteczka wyruszy na stołeczne ulice uznaje, że nie wolno nikomu pokazać, że nie jest się warszawiakiem i spod każdych świateł rusza jakby to miał być start do wyścigu na ¼ mili.

Są to wszystko moje bardzo subiektywne obserwacje, ale skoro już się nimi dzielę to dodam, że podobnie jest z niektórymi użytkownikami (celowo nie używam określenia właścicielami) aut z grupy premium. Niekiedy im się wydaje, że przepisowe 140 km/h na autostradzie dotyczy jedynie samochodów w cenie do 30 tys. złotych. Te za 300 tys. i więcej mają w pakiecie przywilej szybszej jazdy i pierwszeństwa w każdych warunkach. Co jednocześnie ciekawe wystarczy, że miną np. naszą południową granicę i jakby znikała ich wiara w siebie, zaczynają karnie jechać tyle na ile pozwalają przepisy.

Mam dla nich wszystkich niestety złe wiadomości. Także u nas wnet więcej będzie fotoradarów, radiowozów z videorejestratorami i patroli baczniej kontrolujących nasze poczynania na drodze. Jeśli jeszcze za tym pójdzie konsekwencja w karaniu to może w polskim ruchu drogowym zapanuje prawdziwa demokracja bez podziałów na lepszych i jeszcze lepszych.