13.05.2022

Kasa robi swoje

Niestety, rzadko kiedy podobają mi się wymyślane przez naszych posłów przepisy dotyczące zasad poruszania się po drogach. Zastanawiam się, czy oni naprawdę wierzą, że ktoś je będzie respektował ? Szczytem naiwności, a może niewiedzy wciąż wydają mi się obowiązujące nakazy utrzymywania odpowiedniej odległości między pojazdami na autostradzie czy zakaz wyprzedzania się przez ciężarówki na trasach szybkiego ruchu.

Ekspert flotowy - 10 edycja Advertisement

Czy wystawiono choć jeden mandat za któreś z tych wykroczeń? Nikt tych przepisów nie przestrzega, co moim zdaniem było jasne jeszcze przed ich wprowadzeniem do Prawa o ruchu drogowym. Rozumiem, że poseł musi uzasadnić swoją niezbędność w życiu parlamentu i wymyśla nieżyciowe przepisy, bo jeśli nie dorabia „kilometrówkami”, to wiąże koniec z końcem przynajmniej za nędzne parlamentarne diety.

Podobnie sądziłem, że tak właśnie skończą czyli zostaną martwym zapisem ostrzejsze paragrafy obowiązujące od początku tego roku a dotyczące stosunków kierowca – pieszy, czy ten nakazujący bardziej rygorystycznie traktować zasady ograniczenia prędkości np. w terenie zabudowanym. Ale chyba się myliłem. Piszę chyba, gdyż tak do końca jeszcze nie jestem tego pewien. Kiedy wchodziły w życie nie wróżyłem im skuteczności. Ale oto, posypując teraz głowę popiołem, że lżąc poselskie pomysły dostrzegam jednak jakieś zmiany na lepsze w zachowaniu się polskich kierowców. Wprawdzie jeszcze nie wszyscy, ale większość wtedy, gdy dojeżdża do oznakowanego przejścia dla pieszych reaguje, a to już jest coś.

Oczywiście wciąż widzę, że ten i ów ma w nosie fakt, że pieszy na zebrze w myśl prawa jest królem. Na szczęście po pierwszym mandacie (min. 1500 zł) przychodzi opamiętanie i następnym razem zbliżając się do miejsca ,gdzie może się pojawić ktoś „na nogach” najpierw zwalnia, a jeśli kogoś konkretnego dostrzega to się nawet zatrzymuje. Takie obrazki w Niemczech czy we Francji, a nawet we Włoszech są normalne od lat, ale u nas łatwiej o nie dopiero ostatnio.

Chciałbym to samo napisać również o tym, że polscy kierowcy jeżdżą teraz nieco wolniej, bo obawiają się drogich mandatów za przekraczanie dozwolonej na danym odcinku prędkości i wolą nie ryzykować. Tu jednak nie jestem pewien czy to strach przed kosztowną karą każe niektórym jeździć teraz wolniej czy efektem wolniejszej jazdy nie są przypadkiem... wysokie ceny paliwa. Na co niedawno zwrócił mi uwagę jeden z tych co to zawsze chwalił się, że kto jak kto, ale on to ma ciężką nogę i wszędzie musi zapier….ć. Nie jest jednak ważne z jakiego powodu do niektórych dotarło, że jeździć trzeba wolniej, wszak w obu przypadkach chodzi o kasę, którą trzeba albo na mandat albo na paliwo wybulić. Liczy się przecież tzw. efekt końcowy.