Gdy warsztat jest nierzetelny
Ryszard M. Perczak
23.12.2021

Gdy warsztat jest nierzetelny

Przygotowywałem ostatnio tekst na temat tego co możemy zrobić, gdy np. warsztat naprawiający nam samochód nie zrobi tego dobrze, oszuka na częściach bądź co gorsza zniszczy powierzony mu pojazd. Rozmawiałem o tym z kilkunastoma osobami od poszkodowanych, poprzez właścicieli warsztatów, prawników, rzeczoznawców i sądowych biegłych a skończywszy na rzeczniku praw konsumenta.



Niestety wnioski z tych rozmów i spotkań nie nastrajają optymistycznie. Po pierwsze dociekanie swoich racji bezpośrednio ze sprawcą bądź odpowiedzialnym za nasz kłopot rzadko kończy się przyznaniem do błędu. Z reguły warsztat w osobie pracownika bądź właściciela ma jedną odpowiedź: jak się nie podoba to wynocha! Oczywiście pozostaje droga sądowa, ale wszyscy wiemy jak długo może trwać oczekiwanie na sprawiedliwość i ile to kosztuje.

Po drugie, rola ewentualnego sojusznika w dochodzeniu do tego aby uczyniono zadość naszym pretensjom w osobie rzeczoznawcy jest właściwie marginalna. Sąd zwykle nie bierze pod uwagę ich opinii, a jeśli ma wątpliwości to powołuje własnego biegłego co też nie oznacza, że jego opinii nie zakwestionuje jeszcze jakiś inny biegły.

Nieoficjalnie mówiono mi, że sąd stara się wydać taki wyrok aby mu go wyższa instancja nie podważyła zarzucając małą dociekliwość. Wreszcie po trzecie koszty, które ponoszone na oczekiwaną przez nas sprawiedliwość nierzadko wielokrotnie przekraczają wartość pierwotnego sporu z warsztatem. O ile sprawę wygramy to jeszcze ok, ale jeśli nie… to do wszystkich wydatków dojdą także koszty procesu.

Podsumowując: zlecając obojętnie gdzie naprawę samochodu czy motocykla trzy razy się zastanówmy komu ją powierzamy. Wcale nie jest prawdą, że autoryzowany diler będzie najlepszym adresem. Duże firmy potrafią przy pomocy armii swoich prawników zmieść nawet najbardziej prawdopodobne dowody na ich nierzetelność. Jednocześnie małe warsztaty w trosce o dobrą opinię niejednokrotni rezygnując z zarobku dają satysfakcję kłopotliwemu (wcale takich nie brakuje) klientowi, który potrafi się wykłócać o rachunek zawyżony jedynie o kilkanaście złotych.

Mój znajomy, gdy mu o tym wszystkim opowiedziałem zmarszczył czoło i rzekł: czyli wracamy do początków. Jeśli cię gdzieś krzywdzono, oszukano bądź najzwyczajniej w świecie wykiwano wycofujesz się i wracasz dopiero w towarzystwie dwóch osiłków, którzy pomogą ci w przyznaniu racji. Może się jednak zdarzyć tak, że w warsztacie też będzie na ciebie czekało dwóch osiłków wynajętych przez jego właściciela. Sprawa jest wtedy tylko o tyle prostsza, że nasz kłopot rozstrzygają już już między sobą dwie pary osiłków a nie my.