ProfiAuto: czym jeździć najtaniej?
Sam zasięg, jak i relacja czasu ładowania do uzyskanego zasięgu to kluczowe czynniki, które wpływają na mniejszą użyteczność „elektryków" ( Foto: mondaynews.pl)
16.11.2022

ProfiAuto: czym jeździć najtaniej?

Wysokie ceny paliw skłaniają kierowców do przemyśleń na temat oszczędności. Zakup zarówno nowego, jak i używanego samochodu to nie tylko wybór modelu, ale również rodzaju napędu. Podczas gdy dawniej decyzja była prosta – benzyna na krótkie, a diesel na długie dystanse, obecnie mamy jeszcze dwa rodzaje hybryd oraz „elektryki”.


Ekspert ogólnopolskiej sieci ProfiAuto wskazuje, które z nich mogą dać największe oszczędności.
Kierowcy powinni brać pod uwagę nie tylko zużycie paliwa, ale także jego ceny. Auto benzynowe spalające ok. 8 l/100 km oznacza koszt przejechania 100 km w cenie ok. 53 zł (ceny paliw i wyliczenia z tym związane aktualne na 9.11.2022). Diesel ze zbliżonym napędem będzie spalał ok. 5,5 l/100 km, ale droższego paliwa, więc koszt przejechania 100 km wyniesie ok. 44 zł. Kiedy mówimy o nowoczesnym dieslu, trzeba doliczyć koszt tankowania AdBlue. Niestety ceny tego środka sięgają już ok. 6 zł za litr. Nowoczesne diesle zużywają go dość dużo, nawet od 3 do 5 litrów na 1000 km.

Elektryfikacja na dwa sposoby

Obecnie w ofercie producentów mamy także hybrydy i hybrydy plug-in, czyli auta zelektryfikowane. Sytuacja jest tutaj podobna, jak w przypadku wyboru diesla czy benzyny, ponieważ wybór należy dostosować do sposobu jazdy. Klasyczne hybrydy spalają rozsądne ilości paliwa, podobne do diesli, ale głównie w warunkach miejskich i mieszanych. Na szybkich trasach nie mają szans z klasycznymi dieslami i w tym przypadku bardziej przypominają oszczędne silniki benzynowe.

Wychodząc z założenia, że liczy się tylko zużycie paliwa, hybrydy są kompromisem pomiędzy autem benzynowym a dieslem. Jeśli „benzyniak” pali średnio 8 l/100 km, a ten sam model z silnikiem Diesla spali 5,5 l/100 km, to można przyjąć, że hybryda zużyje około 6 l/100 km. Przy tańszej benzynie wychodzi jeszcze taniej niż diesel – w wyliczeniach ok. 40 zł/100 km.
Hybrydy plug-in potrafią być bardzo oszczędne, ale tylko przy założeniu, że używamy elektrycznej części napędu najczęściej, jak się da. Oznacza to konieczność ładowania możliwie najtańszym prądem (najlepiej z gniazdka domowego), kiedy tylko nadarza się okazja.

- Hybryda plug-in to bardzo specyficzny napęd. Dla jednych będzie doskonały, dla innych wręcz fatalny. Wielu kierowców dokonało niestety złej decyzji. Trzeba przede wszystkim wiedzieć, że hybryda plug-in łączy cechy auta spalinowego i elektrycznego, ale nie jest ani dobrym autem spalinowym, ani dobrym samochodem elektrycznym. Na drogach szybkiego ruchu takie hybrydy palą wyjątkowo dużo, np. 10-11 l/100 km, czyli więcej niż zwykłe „benzyniaki”. Natomiast w mieście na napędzie elektrycznym zużywają nawet o 20-30% więcej energii niż klasyczny elektryk, np. 20-25 kWh na 100 km. Co gorsza, w ruchu typowo miejskim hybryda plug-in nie ma żadnej przewagi nad zwykłą hybrydą, jeśli nie naładujemy baterii. Kiedy jednak auto będziemy używać w trybie mieszanym i często korzystać z napędu eklektycznego, to korzyści mogą się pojawić. Niestety barierą jest wysoka cena takich aut – wyjaśnia Adam Lehnort, ekspert sieci ProfiAuto.

Trudno nawet policzyć, ile średnio hybryda plug-in potrzebuje paliwa i zużyje energii na przejechanie 100 km, ponieważ więcej zależy od sposobu korzystania z obu źródeł (benzyny i prądu) niż samego stylu jazdy. Można przyjąć, że są to koszty na poziomie diesla, jeśli korzystamy stosunkowo często z części elektrycznej. Jeśli jednak dużo jeździmy w trasie, będą to koszty porównywalne nawet z autem spalinowym.

*  Ceny średnie wg. serwisu e-petrol.pl - raport z 9 listopada 2022r.
** W cyklu łącznym: połączenie ładowania z gniazdka 230V w domu oraz z ładowarek ulicznych

„Elektryki” na razie najtaniej, ale jak długo?

Osoby, które kupiły taki pojazd rok czy dwa lata temu, czują już duże oszczędności. Wystarczy prosty rachunek – jeśli prąd w gniazdu kosztuje ok. 80 groszy, a prąd na ładowarce ok. 2 zł (w zależności od operatora, planu, sposobu ładowania), to można nawet przy tym najbardziej pesymistycznym scenariuszu założyć, że zużywające ok. 20 kWh/100 km auto wygeneruje koszt 40 zł/100 km. Jest on potencjalnie porównywalny z dieslem czy autem hybrydowym, jednak z praktyki wynika, że najwięcej ładowania odbywa się w domu. A to w naszym przykładzie daje już koszt tylko 16 zł/100 km. Jeśli wyciągniemy z tego średnią, to daje nam bardzo niski koszt przejechania 100 km, bo tylko 28 zł. Jedyny minus w tym rozrachunku to dość wysokie ceny aut na prąd.

Nie da się też ukryć ograniczonych możliwości takich samochodów. Sam zasięg, jak i relacja czasu ładowania do uzyskanego zasięgu to kluczowe czynniki, które wpływają na mniejszą użyteczność „elektryków".

Z uwagi na dużo mniejszą liczbę ładowarek niż stacji paliw, większe jest prawdopodobieństwo, że w trasie zabraknie nam prądu. Wystarczy nieoczekiwana sytuacja, np. objazd odcinka drogi z powodu wypadku. Co jeśli prądu zabraknie na drodze? Pozostaje wezwanie specjalistycznej pomocy, ponieważ samochód elektryczny holować można jedynie na lawecie. Niedawno opublikowany cennik kosztów ładowania pokazuje na razie jeszcze optymistyczne ceny, ale obowiązuje on tylko do końca 2022 r. Co będzie w przyszłym roku? Tego przewidzieć się nie da.
Tak więc od kilku lat nic się nie zmienia i jak na razie najbezpieczniejszym finansowo wyborem jest samochód benzynowy lub hybrydowy, który również jest na benzynę. (oprac. ms)